Witajcie | Redakcja | Prenumerata | Wieści | Ostatni kocioł | W następnym kotle | Stare kotły



Dworzec kolejowy w Kielcach

 
Nazwa placu nawiązuje do wydarzeń z 12 VIII 1914 r., kiedy to w tym właśnie miejscu, padły pierwsze strzały w walce o niepodległość. Tu byt początek drogi usłanej krzyżami, która zakończyła się dopiero w listopadzie 1918 r., odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Jest to miejsce szczególnie bliskie sercu każdego, kto czuje się Polakiem.

Rys historyczny

Kielce u schyłku XIX w. były miastem niewiel­kich rozmiarów i liczyły około 10 000 dusz. Stanowiły siedzibę władz gubernialnych, stacjo­nował tu także spory rosyjski garnizon. Teren obecnego Placu Niepodległości, na którym dziś wznosi się dworzec kolejowy, znajdował się na zachodnich obrzeżach miasta. Wieść o budowie linii kolejowej, która miała przebiegać przez Kielce, wzbudziła wśród mieszkańców żywe zainteresowanie. Było to rzeczą zrozumiałą, gdyż taka inwestycja niosła za sobą wielkie korzyści i postęp. Nie brakowało jednak przeciwników tego przedsięwzięcia - znamy takie obrazki z "westernów". Władze carskie zezwoliły na budowę "drogi żelaznej", stawiając jednak warun­ki, jak wówczas mawiano, dyktowane względami strategicznymi. Linia miała przebiegać opodal umocnionego fortu oraz poprzez mosty bądź tunele, które dałoby się łatwo zniszczyć. Ponadto na terenach znaj­dujących się w pobliżu dworców kolejowych zabroniono wznoszenia budynków. Linia kole­jowa, biegnąca z Iwanogrodu (jak wówczas zwał się Dęblin) przez Radom i Kielce do stacji Granice koło Dąbrowy Górniczej (gdzie kończyło się terytorium Kongresówki), wybu­dowana została w latach 1881-1885.

Towarzystwo Budowy Kolei skorzystało z kapitału spółki bogatych posiadaczy ziemskich. Były pomiędzy nimi takie nazwiska, jak: Zamoyski, Wielopolski czy wreszcie Jan Bloch, który nosił przydomek "króla kolei żelaznych". Pochodził on z Radomia i budując linie kolejowe na terenie całego imperium rosyjskiego, dorobił się niesłychanej fortuny. Podczas budowy linii Iwanogrodzko-Dąbrowskiej, wzniesiono stalowy most na Wiśle i wydrążono tunel koło Miechowa. Dnia 21 XII 1883 r. pierwszy udekorowany parowóz wjechał z pompą na kielecką stację, przy akompaniamencie orkiestry i wiwatów mieszkańców miasta. Zdarzenie to obserwował ówczesny uczeń gimnazjum kieleckiego - Stefan Żeromski, który potem w powieści pt. "Promień" opisał humorystyczne scenki, rozgrywające się w wagonach pasażerskich, podczas podróży koleją. Z tejże "drogi żelaznej" skorzystał również sam wielki car Mikołaj II, który na krótko zatrzymał się na kieleckim dworcu. Jak wszystkim zapewne wiadomo, dnia 6 VIII 1914 r. z Krakowa, szosą w kierunku Kielc, wyruszyła l Kompania Kadrowa Strzelców, dowodzona przez Tadeusza Kasprzyckiego.

"...Wychodzimy w beznadziejny szlak
i nie złocą się przed nami świty.
-Inni pójdą w ślad przez nas wyryty
i na trupach zatkną Wolny Znak..."


- pisał Stanisław Długosz (Jerzy Tetera), uczestnik pamiętnego marszu. Dnia 12 sierpnia Batalion Kadrowy wkracza do Kielc. Tego dnia Legioniści stoczyli w mieście kilka potyczek, m.in. właśnie na kieleckim dworcu. Nazajutrz, wielokrotnie liczniejszy nieprzyjaciel, wsparty artylerią, naciera na miasto. W szczególnie ciężkim położeniu znalazły się oddziały rozlokowane na dworcu i folwarku Czarnów. W takiej sytuacji Legionistom nie pozostaje nic innego, jak tylko wycofać się z miasta, by powrócić tu w pełnej chwale już 22 sierpnia i pozostać aż do 10 września.

Powróćmy jednak do wydarzeń z 12 sierpnia, jakie rozegrały się na Placu Niepodległości, a najlepiej klimat tamtych chwil odda uczestnik walk o dworzec - Stanisław Gieysztor, który w swych wspomnieniach pisze: "Dworzec kolejowy w Kielcach przedstawiał w dniu 12 sierpnia 1914 r. niezwykły widok mogący żywo wzruszyć niejedno niewieście serce, a starego żebraka, co sobie pod studzienką na placu urzędował, natchnąć do nowej piosenki. Bowiem po peronie i torach uwijała się banda ogorzałych nagusów, czyniąc z poważnej instytucji kolejowej coś pośredniego między plażą a zakładem kąpielowym. Obie pompy parowozowe były w pełnym ruchu i coraz-to wyskakiwała z pod ich ożywczego strumienia jakaś postać, wielce Adama w raju przypominająca (...) -Alarm! Trzeci pluton! Podporucznik Burhardt-Bukacki biegnie do swych ludzi. O dziwo! Są już gotowi, ubrani, wyekwipowani, wystarczy sięgnąć po złożoną w kozły broń. Tak to młody żołnierz uprzedza rozkazy dowódcy! (...) Pierwszy raz Kompania jest w ogniu artyleryjskim - ale też okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Obywatel Burhardt - Bukacki - dowódca plutonu - zezuje przez lornetkę ku wrogowi. Prawdopodobnie powtarza w duchu zdanie pana Zagłoby "Kury im sadzić, nie z dział bić". Ale ogień z początku słaby i mało celny zaczyna się potęgować. Aż za wiele zaszczytu dla tej garstki straceńców. Więc w myśl rozkazu, planowo i bez strat, Kompania wycofuje się na Karczówkę, kontempt nieprzyjacielowi tyłem swym okazując ...".

Powyższy fragment wspomnień naszego Strzelca tchnie wielką wolą walki i optymizmem. Musimy jednak pamiętać, że pomimo kłopotów zaopatrzeniowych, braków w sprzęcie i uzbrojeniu, armia carska liczyła na początku wojny 5,5 miliona "sołdatów" i posiadała dużo lepsze wyposażenie niż to, jakim dysponowali Legioniści. Tym większe uznanie należy się "garstce straceńców", która wtargnęła w granice Królestwa w sierpniu 1914 r., w tym Strzelcom, broniącym dzielnie dworca.

W czasie dalszych lat wojny linia kolejowa połączyła Kielce z Częstochową. W 1935 r., po śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego, pociąg żałobny wiozący trumnę z jego zwłokami, zatrzymał się na kieleckim dworcu, w mieście, które było zmarłemu szczególnie bliskie, ze względu na tradycje legionowe. Czesław Michniak tak wspominał ten dzień: "Po jego śmierci pół nocy czekałem na kieleckim dworcu w tłumie młodzieży na przybycie żałobnego pociągu pancernego, odby­wającego podróż z Warszawy do Krakowa. Na platformie jednego z wagonów stała trumna Marszałka. Po obu jej stronach w blasku płonących pochodni widniały posągowe sylwetki generałów stojących na pożegnalnej warcie". Gdy pociąg ruszył, kilkutysięczny tłum rzucił się na kolana i słychać było wokół jeden wielki płacz i zawodzenie.

W początkowych dniach września 1939 r. rejon dworca był kilkakrotnie bombardowany jako punkt strategicznie ważny. Zniszczono węzeł kolejowy i uszkodzono budynki dworcowe. Następnie Niemcy na czas okupacji przejęli kontrolę nad stacją kolejową, wykorzystując ją do transportu wojennego zaopatrzenia, podobnie jak czerwonoarmiści, którzy "wyzwolili" miasto w 1945 r.

Naoczni świadkowie mówią o sensacyjnym wydarzeniu, jakie miało tutaj miejsce zimą 1945 r. Otóż sowiecka obsługa małokalibrowego działka przeciwlotniczego, umocowanego do wagonu "węglarki", który stał na torach stacji, zestrzeliła amerykańską "Latającą Fortecę" - BOEING B-17. Brzmi niewiarygodnie, ale to prawda. Samolot ostrzelano nad Niemcami, w wyniku czego unieruchomiony został jeden z silników i urządzenia nawigacyjne, a z powodu bardzo złych warunków "meteo", po prostu zabłądził nad Kielce. Bombowiec wyłonił się nagle z mgły nad Wzgórzem Zamkowym i leciał w stronę Karczówki, wtedy posypały się w jego kierunku pociski z rosyjskiego działka. Samolot został trafiony i musiał awaryjnie lądować w podkieleckim Zgórsku. Cała sześcio­osobowa załoga (w tym dwu Murzynów) została dostarczona do radzieckiego komendanta miasta. Zetknął się z nimi wówczas w jednym z kieleckich zakładów fryzjerskich, znany dziś świętokrzyski kronikarz - Jerzy Fijałkowski, który tak odnotował ten fakt: "...otworzyłem drzwi i stanąłem jak wryty. W kolejce do golenia czekało czterech lotników amerykańskich eskortowanych przez dwóch moich starszych kolegów, którzy pragnąc zrobić szybką karierę, podjęli pracę w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego zamiast nauczyć się pisać i czytać. Wszystkim czterem, na wysokości kolan dyndały po kowbojsku nisko zawieszone kabury dział z rewolwerami marki Colt kalibru 12 mm. Młodzi chłopcy, rozmowni, o bardzo wesołym usposobieniu. Nie znałem jeszcze wtedy angielskiego, nie mniej moi znajomi z eskorty zastrzegli, iż z Amerykanami rozmawiać nie wolno. Potem gawędząc z nudów wyjaśnili, że jeszcze dwóch czarnoskórych jest w tym komplecie, ale oni nie muszą się golić. Mają tam gęby bez zarostu i włosy na głowach jak sprężynki". Jakie były ich dalsze losy, nie wiadomo. Wrak amerykańskiej maszyny, starannie "oskubany" i pocięty przez Rosjan, leżał sobie spokojnie jeszcze parę lat w okolicach wiaduktu przy ul. l Maja. Taaak, Kielce przyciągają!

Obiekty zwiedzane

Pomnik Niepodległości - stanął na placu przed dworcem dnia 3 XI 1929 r. Na wysokim cokole posadowiono rzeźbę przedstawiającą orła zrywającego się do lotu. Odsłonięcia pomnika dokonał prezydent Rzeczypospolitej Ignacy Mościcki, by następnie przekazać go uroczyście władzom kolejowym. Symbol niepodległościowego zrywu zniszczyli Niemcy , wkraczając do Kielc we wrześniu 1939 r.

"Naprzód drużyno strzelecka,
Sztandar do góry swój wznieś!
Żadna nas siła zdradziecka
Zniszczyć nie zdoła, ni zgnieść!".


Zgodnie z tymi słowami, zawartymi w "Hymnie Strzeleckim", w dniu 11 XI 2002 r. , staraniem Komitetu Odbudowy Pomnika Niepodległości, odsłonieto go po raz drugi. Na jednej z tablic, umieszczonych na cokole pomnika, widnieje znamienny napis: "W tym miejscu 12 sierpnia 1914 r. padły pierwsze strzały w walce o niepodległość".

W dniu powtórnego odsłonięcia pomnika odbyła się w Kielcach wielka uroczystość z udziałem żołnierzy Wojska Polskiego, kombatantów i najwyższych władz cywilnych, czyli jak za dawnych legionowych czasów, było z pompą i szumnie. A jak było w listopadzie 1918 r., gdy miasto odzyskało upragnioną wolność? Zajrzyjmy do pamiętnika Janiny Konarskiej: "9 listopada, sobota. Wczoraj wróciliśmy z Kielc, ale do Radomia już nie dojechaliśmy, bo cywilnych nie puszczają do pociągów i jest taki tłok, że na dachach jadą. Wojska austriackie i urzędnicy wyjeżdżają masowo. Pociągi chodzą bez żadnego rozkładu, czasem wcale nie przychodzą. (...) W Kielcach zamęt nie do opisania. Nowo tworzącego się wojska polskiego - moc. Mundury, czapki - jakie kto chce. Zabrali Austriakom wszystkie samochody i całą broń. Wszędzie tylko widać orzełki i amaranty. Wszyscy wstępują do wojska...". A trzonem tego "wojska" była kielecka Polska Organizacja Wojskowa, harcerze i inni młodzi bohaterowie tych dni. I znów dworzec stał się areną czynu niepodległościowego. Harcerze kieleccy rozbrajają tu żołnierzy austriackich, a następnie pełnią służbę, pilnując nadchodzących transportów z Niemcami i Austriakami. W Kielcach stacjonował 56 pułk piechoty austriackiej, ale na szczęście jego kadra oficerska składała się w większości z Polaków, co pozwoliło uniknąć rozlewu krwi. W mieście sprawnie organizują się polskie władze cywilne i wojskowe.

Pomnik upamiętnia wydarzenia z sierpnia 1914 r., które w konsekwencji doprowadziły do odzyskania przez Polskę niepodległości. Sierpień w XX-wiecznej Polsce to wyjątkowy miesiąc. Kolejny był sierpień 1920 roku i rozgromienie Bolszewików, którzy śpiewali: "Kościoły z ziemią zrównamy, przebudujemy ten świat. Wzniesiemy własnymi rękami Polską Republikę Rad". Nie udało im się, niepodległość została obroniona. W sierpniu 1944 r. Warszawa walczy, a żołnierze Kieleckiego Korpusu AK idą jej na pomoc - w walce o niepodległość. Później przyszedł sierpień roku 1980 i początek drogi do niepodległości obecnego Państwa Polskiego, nazwanego III RP.

Dworzec kolejowy. Pierwotny budynek dworca w kształcie litery "E" wzniesiony został w latach 1882-1884 podczas wytyczania linii kolejowej. Wróćmy jeszcze raz do obrony dworca przez Legionistów: "W oknach murowanego budynku stacji ukazali się pojedynczy strzelcy, waląc bez przerwy z karabinów. Było kilka chwil, podczas których głosy komendy nie mogły być słyszane z powodu huku, który wstrząsnął murami stacji" - pisał Legionista Tadeusz Zieleniewski - Kalina. W czasie bombardowania we wrześniu 1939 r. południowe skrzydło dworca zostało zniszczone bezpośrednim trafieniem bomby lotniczej. Niemcy, po wkroczeniu do Kielc, z właściwą sobie sumiennością odbudowali zniszczone torowisko oraz budynek dworcowy. Pokrycie dachu budowli nakazali kieleckim blacharzom, niezwykle biegłym w tej sztuce. Po wojnie uczestniczyli oni m.in. w odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie. "A oto i Kielce! Z trzeciej klasy jak gruszki z koszyka sypnęły się baby wiejskie w zapaskach z kobiałkami na plecach, z pluszu drugiej klasy dwie staruszki wypełzły, matrony czcigodne, przed dworcem konie dorożkarskie chrupały obrok, woźnice w długich pelerynach natarczywie ubijali cenę" - tak widział to miejsce w latach 30. XX w. Czesław Michniak. Na początku lat 70. zabytkowy i zasłużony budynek dworca rozebrano i wybudowano obecny gmach PKP. Wtedy klimat przed dworcem nieco się zmienił, co oddaje fragment wiersza Grzegorza Kozery:

"Przed dworcem drzemały zamarznięte taksówki, Słuchawki zepsutych automatów wydawały się bardziej samotne ode mnie ...".

Wnętrze dworca zostało niedawno odnowione i minęły już czasy, kiedy to znany wszystkim w barze dworcowym Stasio, pluł ludziom do zupy, aby móc zagarnąć ją dla siebie.

Na wschodniej fasadzie dworca, po prawej stronie wejścia, obejrzeć możemy zrekonstruowaną tablicę poświęconą Marszałkowi Piłsudskiemu, ufundowaną przez Kolejowe Przysposobienie Wojskowe w 1934 r. Idziemy kilka kroków w prawo i na trawniku, pod ścianą budynku, widzimy krzyż brzozowy, który ustawili miejscowi bezdomni ku pamięci swych zmarłych towarzyszy niedoli. Na tabliczce umieszczonej na krzyżu, zostały wypisane ich nazwiska i pseudonimy. Jest to, niestety, symbol naszych czasów. "Nie jest biedny, kto ma niewiele, ale ten, kto chce mieć jeszcze więcej" - pisał wielki myśliciel rzymski Seneka. Gdy przejdziemy (skręcając w lewo) na drugą stronę budynku dworca, znajdziemy, wmurowane w jego zachodnią fasadę, dwie kolejne tablice pamiątkowe. Pierwsza z nich, umieszczona po północnej stronie zejścia do podziemnego tunelu, poświęcona jest pracownikom kolei poległym w walce z hitlerowskim okupantem, zaś drugą, znajdującą się na południe od niej, wmurowano ku czci Matki Bożej Łaskawej Kieleckiej w intencji spokojnego dotarcia do ostatniej stacji żywota. Od tejże tablicy już tylko krok w prawo do zabytkowej wieżyczki. Gdy stojąc obok niej, spojrzymy na zachód (w stronę naprzeciwległego krańca torowiska), ujrzymy, wynoszącą się dokładnie w linii prostej, identyczną budowlę. Dawniej obydwa te budynki stanowiły klatki schodowe, a łączyła je kładka-wiadukt, przeprowadzona nad torowiskiem i peronami. W niedalekim sąsiedztwie dworca, jak i po zachodniej stronie torów, możemy oglądać różnej wielkości budynki, najczęściej parterowe, a wprawne oko zauważy, iż są one pozostałością XIX-wiecznego układu architektury kolejowej, obsługującego "drogę żelazną". Podobne budowle możemy także oglądać z okien pociągu, jadąc naszą linią kolejową. Są one rozmieszczone co jakiś czas wzdłuż torów. Niestety, coraz częściej bezmyślnie się je wyburza... U nas to normalne.

"Znacie te budki dróżnicze, jednako
wciąż co kilometr stojące na szlaku
starej dęblińsko-dąbrowskiej kolei:
pod miastem, w polu, przy kniei, wśród kniei"


- pisał Adolf Sowiński, literat - syn ubogiego kolejarza z kieleckiego przedmieścia.

Paweł Wojtyś


Copyright 2003 Mediateka www.mediateka.com.pl ; Kontakt: redakcja@babajaga.info