Witajcie | Redakcja | Prenumerata | Wieści | Ostatni kocioł | W następnym kotle | Stare kotły


Stefan Żeromski
Żeromszczyzna natchnieniem pisarza
czyli przedwiośnie Europy 



Strawczyn, 2003-05-16

Drogi Pierre,

odkąd wyjechałeś do tego swojego wielkiego Paryża, ustawicznie myślę o tym, co powiedziałeś o Polsce i Polakach, ich sławie i o naszej małomiasteczkowości. Byliśmy wtedy w Strawczynie. Pokazałam Ci kamień  upamiętniający pewne wydarzenie. Nawet Cię to nie zainteresowało. Przecież my Polacy jesteśmy tacy  sentymentalni. Otóż, dowiedz się, że tak, jesteśmy i możemy się tylko z tego cieszyć. Dzięki temu wiele pokoleń Polaków może przespacerować się szlakiem jednego z najsłynniejszych polskich pisarzy. Ten kamień, przy którym wtedy staliśmy upamiętnia fakt, że w Strawczynie – tu gdzie i ja mieszkam – urodził się Stefan Żeromski. Byliśmy chrzczeni w tym samym kościele. 

„Działo się w Strawczynie dnia 1 listopada tysiąc osiemset sześćdziesiątego czwartego roku o godzinie pierwszej po południu. Stawił się Wincenty Żeromski, dzierżawca ze Strawczyna lat czterdzieści sześć mający, i w przytomności Walentego Sawczyka (ew. Pełczyka) lat czterdzieści dwa i Jana Zajęckiego lat sześćdziesiąt pięć mających, rolników z Strawczyna, okazał nam dziecię płci męskiej oświadczając, iż takowe urodziło się o godzinie piątej rano w Strawczynie. Z jego małżonki Józefy z Katerlów lat dwadzieścia dziewięć mającej. Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym, dziś przez księdza Michała Tomaszewskiego odbytym, nadano imię Stefan. Rodzicami jego chrzestnymi byli Ignacy Schmidt i Tekla Trepkowa.” 

Moje chrzciny odbyły się dokładnie 120 lat później, i  mam szczerą nadzieję, że ten zbieg okoliczności to moje przeznaczenie, dzięki któremu będę kiedyś sławna jak sam Żeromski. Czy wiesz, że niewiele brakowało a otrzymałby nagrodę Nobla? Niestety opinia niemiecka i naciski z jej strony były tak silne, że w rezultacie tej nagrody nie otrzymał. To tylko potwierdza subiektywizm tego wyróżnienia o charakterze rzekomo obiektywnym. /Jakże chciałabym taką nagrodę otrzymać i pozostać w pamięci potomnych/.

Być może Stefan i jego rodzice dłużej mieszkaliby w rodzinnym Strawczynie, gdyby nie pewne okoliczności wywołane sytuacją historyczną i polityczną. Wybuchło Powstanie Styczniowe przeciwko rosyjskiemu zaborcy. Wincenty Żeromski nie uczestniczył bezpośrednio w powstaniu, ale zaopatrywał w prowiant powstańców i opatrywał rannych. Niestety okoliczni chłopi – ze strachu czy też dla korzyści - zadenuncjowali ojca pisarza. Wobec perspektywy zsyłki na Sybir rodzina zapłaciła olbrzymią łapówkę i pan Wincenty uniknął więzienia, ale ukrywał się przez kilka miesięcy w majątku kuzynki w Rudzie Zajączkowskiej - stąd pomysł wielu opowiadań oraz powieści "Wierna rzeka". Nota bene ukrywał się nad rzeką Łośną, która obecnie nazywana jest właśnie wierną rzeką. Ruda Zajączkowska nazwana zostaje w powieści Niezdołą, a bitwa w której ranny zostaje książę Odrowąż rzeczywiście toczyła się w okolicy Małogoszczy. Panna Salomea wyposażona została nawet w charakter i fizyczne podobieństwo do ciotki pisarza ukrywającej niegdyś jego ojca. Ale Ty pewno nie wiesz o czym piszę, boś nie czytał „Wiernej rzeki”. Mimo tego, choć trochę chcę Ci przybliżyć tak ważną dla mnie i wszystkich Polaków postać, jaką jest Stefan Żeromski pochodzący z moich rodzinnych stron.

A jeśli przyjrzeć się twórczości Żeromskiego, to okazuje się, że żadna jego powieść nie została wyssana z palca, lecz ma swe źródła w biografii autora. Na przykład takie „Syzyfowe prace” opisujące dzieciństwo i młodość ucznia pewnej szkoły można odczytać jako literacką historię samego pisarza. Kilkanaście kilometrów od Kielc niedaleko centrum usług satelitarnych w Psarach, gdzie zachwycałeś się nowoczesnością i ogromnie dziwiłeś, że mamy coś takiego, za czasów Żeromskiego znajdowała się szkoła elementarna, którą ukończył mały Stefan. Jej odpowiednikiem literackim jest szkoła w Owczarach. W tym czasie Żeromscy byli dzierżawcami w Ciekotach. Po ukończeniu szkoły elementarnej młody Stefan wyjechał do Kielc, by tam uczęszczać do gimnazjum. Gimnazjum w K. robi na mnie, ilekroć obok niego przechodzę, wrażenie szpitala, w którym robiono mi operacją. Ileż tam podłości dokonywuje się na dzieciach! Pod literą „K” kryją się Kielce (Kleryków), w którym jako bohater „Syzyfowych prac” czuł się obco i niepewnie. Zaś gimnazjum istnieje do dziś pod dwoma postaciami. Jedną z nich jest dzisiejsze Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego, i to jest ten budynek, o którym mowa w powieści, druga zaś postać, a raczej dusza, to dzisiejsze Liceum Ogólnokształcące im. tego właśnie pisarza, w którym i ja się uczę, a które zostało przeniesione do nowego budynku przy ul. Ściegiennego w 1962 roku. Dzisiaj nikt nikomu nie robi tu zabiegów podobnych do operacji ani nie wywiera presji.

Lata szkolne to najmilsze chwile życia, z którymi wiążą się wspomnienia pierwszych miłości i sympatii. Pierre, czy Ty byłeś kiedy tak zakochany? Czy dziś umiemy poświęcać się, zachowywać irracjonalnie, szalenie z miłości do drugiego człowieka? Jest w Kielcach park, ot taki zwyczajny park miejski, do którego przychodzą ludzie, by odetchnąć świeższym powietrzem. Ten park odwiedzał także Żeromski no i, oczywiście, bohater jego powieści – Marcin. Na placyku przy źródle pewnego dnia ujrzał „Birutę”.  Kim była ta urocza osoba o diabelskim imieniu, w której bez pamięci zakochał się Marcin ? Wyobraź sobie, że źródełko, przy którym Marcin Borowicz spotkał „Birutę” i przy którym spędził wiele samotnych, pełnych rozpaczy, chwil z nadzieją, że jeszcze raz ją ujrzy, do dzisiaj nosi imię tej niezwykłej, efemerycznej postaci. Dzięki temu na trwałe weszła do nazw topografii parku miejskiego w Kielcach i jest symbolem miłości. Nie ma chyba kielczanina, który nie wiedziałby dokąd pójść, gdyby mu ktoś wyznaczył spotkanie przy źródełku Biruty. Ów Marcin Borowicz to przecież uczeń Żeromski, który zawsze z wielką radością wracał na wakacje do Ciekot, skąd było blisko do każdego zakątka znajdującego się w Górach Świętokrzyskich. Przyszły pisarz często wędrował na Świętą Katarzynę, gdzie teraz wiedzie szlak turystyczny, a wtedy poza średniowiecznym klasztorem  nic się nie  znajdowało. Mógł swobodnie wspinać się na gołoborze i wydrapywać swe inicjały na ścianach przydrożnych kaplic. Dom w Ciekotach odtąd zawsze w twórczości Żeromskiego będzie odgrywać prowincjonalne dwory (Nawłoć). Po tamtych czasach nie pozostał również żaden ślad. Jedynym ale niezaprzeczalnym śladem są opisy domu przedstawione m.in w " Urodzie życia" i „Dziennikach” Wracałem, gdy zachodziło słońce. Z mego białego dworu wił się słupem dym, białe ściany świeciły... [...] Trzeba zrozumieć tę mowę starego domu, gdy się nie ma domu — i trzeba sobie przebaczyć te łzy gorzkie i tę otchłań tęsknoty za tym, co już nigdy, nigdy nie wróci... 

Po  wielu latach z dumą powie „Tamta wieś to mojej duszy cząstka”. Z dworem w Ciekotach związana jest jeszcze jedna historia - gdy Żeromscy próbowali uzyskać pewne ulgi z tytułu dzierżawy, zwrócili się do plenipotenta właściciela - generała Ostrowskiego. Ten zruszczony Polak nie tylko nie spełnił ich prośby, ale podniósł opłaty. Doprowadziło to do rychłej ruiny majątku, toteż nie wahał się Żeromski uczynić bohaterem jednego z opowiadań postać do generała bardzo podobną. Tak rodzina Ostrowskich przeszła do historii literatury jako zdrajcy. Mimo tych nie zawsze radosnych doświadczeń, ziemia świętokrzyska stała się dla Żeromskiego niewyczerpanym źródłem natchnienia, zaś puszcza jodłowa, którą tak ukochał,  jest dzisiaj dla nas kielczan i Polaków symbolem polskości, symbolem, którego nie da się wykarczować. Ten sposób patrzenia na ojczyste ziemie przekazał nam właśnie Żeromski: W uszach moich trwa szum twój, lesie dzieciństwa i młodości, choć tyle już lat nie dano mi go słyszeć na jawie! Przebiegam w marzeniu wyniosłe góry — Łysicę, Łysiec, Strawczaną, Bukową, Klonową, Stróżnę; góry moje domowe — Radostową i Kamień; oraz wszystkie dalekie siostrzyce. Nie ja to już, człowiek dzisiejszy, wciągam zdrowymi płucami tameczne powietrze, kryształ niewidzialny, niezmierzone, nieskazitelne, przeczyste dobro — zimne, nie skalane oddechem. 

Pisarz postanowił nie zdawać matury i pożegnawszy się, jak mniemał na zawsze, z Kielecczyzną wyruszył do Warszawy. Jednakże powracał każdorazowo w rodzinne strony pisząc nową powieść lub dramat i nawet w niepodległej już Polsce uczynił Ciekoty powieściową Nawłocią, zaś rodzinne strony praźródłem polskiej mowy. W swojej publikacji „Snobizm i postęp” dowodził: Pragnąc odnaleźć idealnie polską, to znaczy możliwie najbardziej wolną od wpływów zewnętrznych gwarę-macierz, należałoby szukać jej nie na pograniczu, lecz właśnie w głębi, niejako w łonie macierzystego kraju. Należałoby wynaleźć w Polsce krainę położoną z dala od wszelkich granic, a więc od wpływu niemieckiego, czeskiego i ruskiego, iście słowiańską od samego początku, wreszcie nie obfitującą w miasta i mało uprzemysłowioną. Takim krajem, według mojego rozumienia, będzie obręb terytorium, na którego jednym krańcu leży miasto Opatów, na drugim miasteczko Przedbórz, na północy Iłża, na południu Stopnica. Jest to więc mniej więcej obszar gór i lasów świętokrzyskich. [...] Ludność tego obszaru jest do dziś dnia najrdzenniej polską, gdyż nigdy nie była wystawiona na żaden wpływ ościenny. Całkowite stuletnie panowanie rosyjskie nie zostawiło w mowie ludowej prawie żadnego śladu oprócz może kilku kriepkich wyrazów, które z wojska przynieśli chłopcy wzięci do żołnierki z tych wiosek. 

Jestem dumna ze swego pochodzenia i z tego, że właśnie region w którym mieszkam miał dla tego pisarza tak duże znaczenie. Trzeba przecież wiedzieć, z czego się wyrasta. Jak wiesz, kultura tworzona w Polsce będzie a właściwie jest także kulturą europejską i właściwie każdy Europejczyk a wiec i Ty drogi Francuzie powinien choć trochę wiedzieć o Polakach i ich dorobku literackim czy artystycznym w ogóle. I już nie tylko po to, żeby lepiej poznać swoją dziewczynę ale i nowego obywatela Unii, którym niedługo się stanę. Mówiłeś, że bardzo Ci na mnie zależy. Mam nadzieję, że to prawda i dlatego okażesz wyrozumiałość czytając ten list. Nie mogłabym Ci  tego powiedzieć przy okazji spotkania, bo zaraz byś się irytował, że Cię nudzę. A to jest naprawdę ciekawe, tylko może ja nie potrafię tak ładnie o tym mówić i pisać.  Żeromski napisał pewną  bardzo ważną powieść. Ważną dla Polaków i wnoszącą na stałe metaforę na określenie okresu powolnych przemian i reform, dokonujących się w atmosferze entuzjazmu i negatywnej krytyki. „Przedwiośnie” prezentuje moment zmian w odrodzonej Rzeczpospolitej po I wojnie światowej. Nasuwa mi się pewna refleksja. Odkąd powstał ten utwór Polska przeżyła przynajmniej dwa takie „przedwiośnia” – po I wojnie, (po II wojnie nie liczę bo to była raczej ponura zima ze wschodu) i po roku 1989. I znów historia zakreśliła koło. Oto 2004 wyznacza nowy etap w życiu politycznym i społecznym Polski. Wraz z wejściem naszego państwa do Unii zauważalne będą symptomy zmian – niektórym mogą się wydać niekorzystne, a dla innych oznaczać to będzie pojawienie się szansy na lepsze jutro. By jednak mogły się one dokonać trzeba przetrwać „przedwiośnie” – okres może nie najlepszy, ale dający nadzieję i realne możliwości każdemu z nas. 

Pozdrawiam Cię gorąco,

AKA

Copyright 2003 Mediateka www.mediateka.com.pl; Kontakt: redakcja@babajaga.info