|
Kiedy Mikołaj Rej, patron reformacji i oddany krzewiciel jej myśli,
wydał „Krótką rozprawę ...” utwór swój podpisał Ambroży
Korczbok Rożek. Pseudonim nieco dziwny i zgoła niepraktyczny, bo długi
i ciężko wpadający w ucho. Dzisiaj. Ale wtedy był to pseudonim znaczący
i nawiązujący do obiegowego podówczas porzekadła „nasza
rzecz jako Rożkowa”, które oznaczało „jest źle w kraju i
będzie jeszcze gorzej”. Tak więc nie tylko swym dziełem, ale i
podpisem dał artysta do zrozumienia, że nie dystansuje się wobec zaprezentowanych
treści. Odtąd używanie pseudonimów stanie się manierą pisarską Reja.
W późniejszych utworach będzie się podpisywał jako Adrianus Brandenburgensis,
Doctor Civitatis Lublinensis, mistrz norymberski, kaznodzieja z Waśniewa
czy, po prostu, twój dobry towarzysz.
Trudno
dziś uwierzyć, że ten niezwykle troskliwy o dobro ojczyzny człowiek
otrzymał w epokach kolejnych – baroku oraz romantyzmu –
nieprzychylne opinie, ba, stał się wręcz głównym bohaterem licznych
pomówień. W „Dykcjonarzu poetów polskich” z 1820 r. czytamy,
że Reja „współcześni katolicy nazywają szatanem rozwiązanym, smokiem
z Oksy, Sardanapalem Nagłowskim, marchołtem, (...) Mikołaj był to człowiek
bez obyczajów; wyuzdana jego swawola była gorszącą, ... domy obywatelskie
zamykano przed nim, jeździł bowiem ze zgrają próżniaków, którzy wodzili
z sobą wszetecznice i w post czterdziestodniowy wyprawiali maszkary...”
Nie było to zbyt bohaterskie ze strony autora „Dykcjonarza...”
głosić podobne opinie w chwili, kiedy osoba o której była mowa odebraną
miała możliwość obrony. Na szczęście pozostawione utwory Mikołaja Reja
stały się orędownikiem artysty i potrafiły same odeprzeć zmasowany atak
rozjuszonych żołnierzy armii kontrreformacji.
Słowa
o podobnej treści dziwią tym bardziej, że jeszcze za życia poeta z Nagłowic
otrzymał wielkie uznanie ze strony panującego w owym czasie Zygmunta
Starego, który ofiarował Rejowi w darze wieś Temerowce w powiecie halickim.
Dokument, na podstawie którego dokonano nadania akcentuje mocno wysoką
rangę obdarowanego słowami: „Nicolao Rey, vati Polono alias Rymarzowi”.
Łaciński zwrot „vates Polonus” mógł być wówczas rozumiany
tylko jako „prorok, wieszcz polski”. Ale, jak głosi inne
powiedzenie „trudno być prorokiem we własnym kraju”, nadanie
to mogło zwiastować późniejsze – w dobie kontrreformacji –
nieprzychylne opinie.
Nie
wyrażał się o nim pochlebnie pewien jędrzejowski proboszcz, jako reprezentant
wielu innych członków Kościoła katolickiego, z pewnością także dlatego,
że Rej był z wyznania protestantem.
Być może kontrowersje wokół osoby „mistrza norymberskiego”
wynikały także z faktu zgromadzenia przez niego dość sporego majątku
ziemskiego w sposób nie do końca jasny i uczciwy. Twarde i konsekwentne
kierowanie sprawami majątkowymi raczej rzadko idzie w parze z
poetycką naturą. W przypadku Reja obie te cechy występowały w jednakowym
nasileniu. Część majątku odziedziczył po ojcu m.in. Nagłowice, a różnymi
sposobami, takimi jak zastaw, zakup, zamiana, darowizny usiłował powiększyć
swoje dobra ziemskie. Niekiedy
odbywało się to na drodze procesów sądowych i kończyło się przymusowym
wywłaszczaniem dotychczasowych
właścicieli. Pod koniec życia miał w swych rękach ok. 17 wsi, w tym
Nową i Starą Wieś nad Nidą, oraz 2 miasteczka: Okszę, gdzie zbudował
kościół i Rejowiec niedaleko Nagłowic. Pragnieniem poety było, by po
śmierci pochować go w ufundowanym przez siebie kościele w Okszy. Jednakże
do dziś nie wiadomo, gdzie znajduje się grób „twojego dobrego
towarzysza” zmarłego w Rejowcu w 1569 r.
Dzisiaj
w Nagłowicach w niewielkim dworku znajduje się muzeum, w którym zgromadzono
wiele pamiątek związanych z życiem i twórczością tego znamienitego pisarza.
Wokół dworku jest park, a w nim pomnik – podobizna Reja spoglądająca
na odwiedzających. Twarz, choć nieprzenikniona i nieruchoma, by nie
rzec kamienna, wydaje się jednak zdradzać dość szelmowską naturę jej
właściciela.
Aka
|