Witajcie | Redakcja | Cały rok | Wieści | Ostatni kocioł | W następnym kotle | Stare kotły


ADOLF DYGASIŃSKI
PIEWCA PONIDZIA


W małej wiosce zwanej Niegosławice nad Nidą w 1839 r. przyszedł na świat chłopczyk. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że wychowany w rodzinie chłopskiej, w ubóstwie, by nie powiedzieć, w biedzie, wyrósł na wędrowca i ... pisarza. Te główne zajęcia Adolfa Dygasińskiego (bo o nim będzie mowa) pozostawały ze sobą w nierozerwalnym związku. Podróżując po regionie i całej Polsce przyszły pisarz czynił wiele obserwacji, które potem świetnie wykorzystywał w swoich utworach. "Piewca Ponidzia", bo takiego określenia nie można odmówić Dygasińskiemu, rozpoczyna swą twórczość nowelą "Za krowę", w której zachwyca się nad pięknem "kraju całego, który przepasała wstęgą swoją Nida, rwąca się do Wisły, jak córka w objęcia matki."

Ten niezwykle uzdolniony pisarz, związany z naszym regionem dość mocno został pokrzywdzony przez potomnych. Jest to być może konsekwencją tego, że i współcześni pisarzowi czytelnicy nie poznali się na talencie Adolfa Dygasińskiego. "W czasach tak ułatwionego przez pracę dostępu do rynku- pisze Zygmunt Wasilewski - gdzie ludzie z maleńką dozą talentu, w porównaniu z Dygasińskim, cieszą się powszechną popularnością, jego nazwiska nie umiano na pamięć. Były w pamięci jego dzieła, ale o niego samego mało pytano. (...) Żadne pismo nie robiło mu fanfary, nie głosił jego sławy żaden obóz, nie należał do żadnej kliki, ani plejady, trzeba go było pamiętać osobno." I dziś tak na niego patrzymy - "osobno". Nie kojarzy się z konkretnym nurtem (choć znawcy doskonale wiedzą, że był związany z pismem "Wędrowiec" i polskimi naturalistami) czy epoką, bo gdyby kogoś zapytać o nazwę okresu , w którym tworzył, to czy bez wahania umiałby go wskazać. Ten pisarz doby pozytywizmu urodzony niedaleko Pińczowa spędził na Ponidziu większość swego życia. Wychował się w domu rodzinnym w Donatkowicach, a naukę początkowo pobierał w szkole powiatowej w Pińczowie, zaś później w szkole realnej w Kielcach. Pięcioletni pobyt w Kielcach zaznaczony jest w twórczości pisarza bardzo wyraźnie. Lata gimnazjalne opisał w utworach pt. "Bracia Tatarzy", "W Kielcach" i wielu innych powstałych także w związku z późniejszymi wizytami pisarza w mieście. Ziemia, z którą zżył się pisarz sprawiła, że patrzył on na świat jakby był jej nieodłączną częścią. Mówi się nawet, że "świat widział poprzez Polskę, a na ojczyznę patrzył przez niebo Ponidzia." Były jednak momenty, kiedy Dygasiński opuszczał swą "małą ojczyznę" i wyruszał w świat. Najczęściej czynił to w celach zarobkowych, by przy tej okazji obserwować życie. Wyedukowany (m.in. Szkoła Główna w Warszawie, Uniwersytet Karola w Czechach) na tyle, że mógł zajmować się edukacją innych, podjął pracę guwernera w majątkach ziemiańskich.

Spośród wszystkich, których uczył, jeden podopieczny potrafił całe zamiłowanie do przyrody i zainteresowanie ludem przekazać w formach malarskich. Był to Jacek Malczewski - młodzieniec, a potem sławny malarz, którego talent został ukierunkowany właśnie przez pisarza. I choć Dygasiński nie zawsze mieszkał w krainie nad Nidą, to ilekroć miał tylko sposobność przyjeżdżał w odwiedziny do rodziców. Pamięć o tych miejscach pozostawił nie tylko w swoich powieściach, ale i listach. W jednym z nich pisał do Stanisława Witkiewicza tak: "Obecnie tułam się po Małopolsce, mianowicie po Ponidziu i Powiślu; wczoraj oglądałem kościoły w Nowym Mieście Korczynie (...) dzisiaj byłem w Busku i buduję się wiadomościami, że jednak na tym kawałku ziemi ze starą cywilizacją chłop dźwiga się żwawiej niż gdzie bądź w Kongresówce (...)." Z tych wędrówek pochodziła też wiedza czysto praktyczna - gdy po śmierci ojca przyszło Dygasińskiemu gospodarzyć w Elżbiecinie - postanowił doposażyć folwark. Relacjonował wówczas córce, że po wózek do siana jeździł aż do Janowic w miechowskim, a wyplatać go będą fachowcy w Kargowie. Nawyk włóczęgi po Małopolsce, obserwacja ludzi, natury, krajobrazów nadnidziańskich przesądziły o oryginalności tematów literackich wyróżniających Dygasińskiego na tle prozy polskiej drugiej połowy XIX wieku. Tematem tym był najczęściej "człowiek na tle przyrody - matki, spełniający jej nakazy, wrosły w nią (...)", który według obyczaju "żegnał się krzyżem, poprawiał czapkę na ucho, prowadził dalej świętą robotę chłopską: orał, siał albo żął, kosił. Rycerz bohaterski ziemi, choć bez pancerza! Ocierał rękawem koszuli pot z czoła, a powtarzał w myśli przy orce: Ziemia pachnie chlebem!"

Aka

Copyright 2003 Dom Wydawniczy "Kosiński" www.kosinski.pl; Kontakt: redakcja@babajaga.info